Gazeta Prawna

Subskrybuje zawartość
Zaktualizowano: 7 godzin 39 min. temu

Kiedy i jak pracownik może wypłacić środki z PPK?

8 godzin 59 min. temu
&lt![CDATA[

Wypłata środków po 60. roku życia

Rekomendowanym rozwiązaniem jest skorzystanie ze zgromadzonych na koncie PPK środków dopiero po ukończeniu 60 lat. Wówczas pracownik może pobrać 25% zaoszczędzonych pieniędzy, a pozostałą sumę wypłacać w comiesięcznych ratach przez kolejne 10 lat (w minimum 120 ratach). Taki scenariusz pozwala uniknąć dodatkowych kosztów, gdyż wszystkie wypłaty są wówczas nieopodatkowane.

Wypłata oszczędności przed 60. rokiem życia

Pracownik nie musi jednak czekać do 60 urodzin, by móc skorzystać z zaoszczędzonych pieniędzy. Ma bowiem możliwość dokonania zwrotu zgromadzonych w PPK oszczędności po złożeniu stosownego wniosku. Skorzystanie z tej opcji wiąże się jednak z pewnymi potrąceniami – wnioskodawcy wypłacona zostanie kwota pomniejszona o:

 podatek od zysków kapitałowych, który wynosi 19%,30% środków pochodzących z wpłat po stronie pracodawcy - pobrane 30% zapisywane jest pracownikowi jako jego składka na ubezpieczenie emerytalne w ZUS,środki pochodzące z państwowych dopłat.

Szczególne sytuacje uprawniające do wcześniejszej wypłaty środków

Ustawa przewiduje szczególne sytuacje życiowe, które uprawniają pracownika do skorzystania ze zgromadzonych oszczędności przed 60. rokiem życia. Do tego typu wyjątkowych okoliczności zaliczają się:

sytuacja poważnej choroby uczestnika programu, jego małżonka lub dziecka (możliwość wypłaty do 25% środków bez obowiązku zwrotu),obowiązek pokrycia wkładu własnego w związku z zaciągnięciem kredytu na budowę domu lub zakup mieszkania, ale tylko dla uczestników przed 45. rokiem życia (do 100 % środków z obowiązkiem zwrotu w ciągu maksymalnie 15 lat). ]]

Czy zmiana pracodawcy musi oznaczać zmianę PPK?

sob., 2019-10-19 20:00
&lt![CDATA[

Zmiana pracodawcy a konto PPK

Zmiana pracodawcy wiąże się z założenia ze zmianą PPK. Zatrudniony zostaje zapisany do Pracowniczych Planów Kapitałowych oferowanych przez nowego pracodawcę po trzech miesiącach świadczenia pracy na jego rzecz. Nie ponosi przy tym żadnych kosztów w związku z transferem oszczędności między kontami PPK.

Pozostanie w dotychczasowym PPK

Pracownik ma prawo pozostać w PPK poprzedniego pracodawcy, np., jeśli uzna, że prowadząca je instytucja finansowa umożliwi mu efektywniejsze oszczędzanie. O podjęciu takiej decyzji musi poinformować obecnego zatrudniającego. Warto przy tym pamiętać, iż państwowe dopłaty roczne będą wnoszone na rachunek założony najpóźniej, zostaną więc skierowane do rachunku prowadzonego przez nowego pracodawcę.

Jeden pracownik może mieć kilka kont PPK

Pracownik nie musi posiadać wyłącznie jednego konta PPK. Może dojść do sytuacji, gdy będzie uczestniczył w wielu Pracowniczych Planach Kapitałowych. Wystarczy, że zmieni miejsce zatrudnienia kilkukrotnie, za każdym razem odmawiając transferu środków na nowy rachunek.

]]

Wysokość składek na PPK. Ile wpłaci pracownik, a ile pracodawca i państwo?

sob., 2019-10-19 15:00
&lt![CDATA[

Pracownik, pracodawca i państwo

Konta PPK pracowników zasilać będą środki z trzech zasadniczych źródeł. Pierwsze z nich stanowi sam pracownik, który co miesiąc ma przekazywać  obowiązkową wpłatę podstawową w wysokości 2 proc. swojego wynagrodzenia brutto. Może on też uiszczać dodatkową składkę w wysokości nieprzekraczającej 2 proc. pensji brutto. Maksymalnie ma więc możliwość wpłacania na swój rachunek PPK 4 proc. wynagrodzenia brutto (jeżeli ma najniższe dochody, a łączne wynagrodzenie osiągane z różnych źródeł w danym miesiącu nie przekracza kwoty odpowiadającej 120% aktualnego minimalnego wynagrodzenia – może wpłacać od 0,5 do 2 % wynagrodzenia brutto).

Drugim podstawowym źródłem kapitału będą obowiązkowe wpłaty uiszczane przez pracodawcę. Mają one wynosić 1,5 proc. wynagrodzenia brutto pracownika, przy czym w gestii zatrudniającego leży, czy zdecyduje się na wpłacanie dodatkowej kwoty – wpłata dobrowolna może wynieść do 2,5 proc wynagrodzenia brutto. Wpłaty podstawowe oraz dodatkowe, finansowane przez pracodawcę, mogą więc zasilać rachunek PPK pracownika kwotą tożsamą z maksymalnie 4 proc. jego pensji brutto miesięcznie.

Trzecim podmiotem przekazującym fundusze na PPK będzie państwo. Z jego budżetu na konta pracowników wpłyną jednorazowe wpłaty powitalne wynoszące 250 złotych oraz wypłacane raz w roku dopłaty roczne w wysokości 240 złotych.

]]

Kto musi przystąpić do PPK? Do kiedy należy to zrobić?

pt., 2019-10-18 19:00
&lt![CDATA[

Terminy wprowadzania PPK do firm

Pierwszą grupę firm, do której wprowadzono Pracownicze Plany Kapitałowe były firmy zatrudniające co najmniej 250 osób. Ich pracowniczy są członkami wspomnianego programu już od lipca 2019.

1 stycznia 2020 do PPK zostaną włączone przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 50 pracowników, 1 lipca 2020 – mające co najmniej 20 pracowników, a 1 stycznia 2021 pozostałe podmioty zatrudniające i jednostki sektora publicznego.

Kto nie musi wprowadzać PPK?

Z obowiązku udziału w Pracowniczych Planach Kapitałowych zwolnieni są:

 samozatrudnieni, tj. osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, o ile nie zatrudniają osób będących osobami zatrudnionymi w rozumieniu ustawy o PPK, osoby fizyczne, które zatrudniają, w zakresie niezwiązanym z prowadzoną przez siebie działalnością gospodarczą, inną osobę fizyczną, w zakresie niezwiązanym z działalnością gospodarczą tej osoby (na przykład osoby zatrudniające opiekunki do dzieci lub dorywczą pomoc domową), mikroprzedsiębiorcy, którym wszystkie osoby zatrudnione złożyły deklarację rezygnacji z dokonywania wpłat.pracodawcy, którzy prowadzą PPE oraz naliczają i odprowadzają składki podstawowe do PPE w wysokości co najmniej 3,5% wynagrodzenia, jeżeli do PPE przystąpiło co najmniej 25% osób zatrudnionych.

Co musi zrobić pracownik, by zostać członkiem PPK?

Pracownik firmy uczestniczącej w PPK zostanie automatycznie zapisany do programu, o ile jest pełnoletni i nie ukończył 55. roku życia. Jeżeli ma więcej niż 55 lat, ale mniej niż 70, może złożyć wniosek do pracodawcy o zawarcie w jego imieniu umowy o zarządzanie PPK.

Czy pracownik może zrezygnować z uczestnictwa w PPK?

Udział w Pracowniczych Planach Kapitałowych jest dobrowolny. Pracownik może w każdej chwili zrezygnować z uczestnictwa w programie, podpisując w tym celu odpowiednie oświadczenie o rezygnacji z dokonywania wpłat do PPK.

Kary za niedopełnienie w obowiązków związanych z PPK

Za niedopełnienie obowiązku zawarcia umowy o zarządzanie PPK w przewidzianym terminie pracodawcy grozi grzywa w wysokości do 1,5% funduszu wynagrodzeń u danego podmiotu zatrudniającego w roku obrotowym poprzedzającym popełnienie czynu zabronionego.

Ponadto, jeśli zatrudniający (lub osoba zobligowana do działania w jego imieniu): nie wywiąże się obowiązku zawarcia w imieniu i na rzecz pracownika umowy o prowadzenie PPK w przewidzianym terminie, nie dokona terminowych  wpłat do PPK, zgłosi nieprawdziwe dane albo nie będzie prowadził dokumentacji związanej z obliczaniem wpłat do PPK, to podlega karze grzywny w wysokości od 1000 zł do 1 000 000 zł.

]]

Mały ZUS plus. MPiT kieruje do konsultacji projekt ustawy

pt., 2019-10-18 13:48
&lt![CDATA[

- Około 320 tys. najmniejszych przedsiębiorców od nowego roku będzie mogło skorzystać z tzw. Małego ZUS-u plus;

- ich składki będą liczone od dochodu i niższe średnio o kilkaset złotych miesięcznie;

- to rozwiązanie jest korzystne dla najmniejszych firm, których przychód w 2019 roku zamknie się w kwocie 120 tys. zł, a dochód nie przekroczy ok. 6 tys. zł;

- szacowany koszt nowych regulacji dla finansów publicznych to ok. 1,3 mld zł rocznie – kwota ta pozostanie w kieszeniach przedsiębiorców;

- chęć korzystania z Małego ZUS-u plus będzie można zgłosić do końca stycznia, a nie, jak dotychczas, w ciągu 7 dniu od 1 stycznia;

Takie będą efekty ustawy, której projekt MPiT skierowało dziś do konsultacji publicznych.

Czas na zgłaszanie uwag mija 4 listopada; dla Rady Dialogu Społecznego jest to 21 dni.

"Chcemy, by ustawa weszła w życie z początkiem przyszłego roku. Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po kilkaset złotych. Przykładowo, przedsiębiorca, którego miesięczny przychód w 2019 roku wynosił średnio 7 tys. zł, a dochód – 3 tys. zł, w przyszłym roku będzie płacił na ubezpieczenia społeczne 474 zł miesięcznie plus obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne" – mówi minister Jadwiga Emilewicz.

I podkreśla: "Nasz projekt to realizacja jednego z punktów tzw. Pakietu dla Przedsiębiorców, który przedstawialiśmy w kampanii wyborczej. Dzięki niemu najmniejsi przedsiębiorcy będą mogli przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na inwestycje, rozwój swoich firm czy konsumpcję. Wzrośnie też ich dochód rozporządzalny. To wszystko pozytywnie wpłynie na popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, a także aktywność zawodową w naszym kraju".

Z kolei wiceminister Marek Niedużak wskazuje: "W związku z tym, że nasza propozycja istotnie ulży najdrobniejszym przedsiębiorcom, spodziewamy się wzrostu przeżywalności najmniejszych firm, dla których moment przechodzenia na pełną składkę dotychczas był krytyczny".

Zaznacza jednocześnie: "Nasz projekt utrzymuje mechanizmy, które pozwalają korzystającym z ulgi wypracować staż wymagany do emerytury. Przedsiębiorcy muszą jednak pamiętać o tym, że opłacanie niższych składek przełoży się w przyszłości na niższe emerytury czy renty".

Jak jest teraz

Obecnie – od 1 stycznia bieżącego roku – obowiązuje tzw. Mały ZUS. Mogą z niego korzystać przedsiębiorcy, których średniomiesięczny przychód w 2018 roku nie przekraczał 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia, czyli 63 tys. zł rocznie. W ich przypadku składki na ubezpieczenia społeczne naliczane są proporcjonalnie do przychodu. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że od początku obowiązywania ustawy chęć skorzystania z nowej ulgi zgłosiło ponad 186 tys. osób. Przedstawiciele przedsiębiorców sugerowali jednak poszerzenie grupy beneficjentów tego rozwiązania. Zgłaszali też postulat powiązania wysokości składek z dochodem, który lepiej niż przychód odzwierciedla faktyczną sytuację finansową przedsiębiorcy.

Mały ZUS plus obniży składki tym, którzy już obecnie korzystają z Małego ZUS-u, a także poszerzy grono przedsiębiorców, którzy będą mogli płacić niższe składki.

Warunki korzystania z Małego ZUS-u plus

- Aby skorzystać z Małego ZUS-u plus, oprócz wyżej opisanego kryterium przychodowego, trzeba będzie również prowadzić działalność w poprzednim roku przez co najmniej przez 60 dni.

- Poza tym z obniżki składek nie skorzystają przedsiębiorcy, którzy rozliczali się w poprzednim roku w formie karty podatkowej i korzystali ze zwolnienia sprzedaży z podatku VAT.

- Oprócz dotychczasowego obowiązku przedkładania przez przedsiębiorcę informacji o rocznym przychodzie z tytułu prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej oraz o podstawie wymiaru składek, powinien on przekazywać dane dotyczące dochodu oraz form opodatkowania. Te dodatkowe informacje przedsiębiorcy będą składać, jak dotychczas, w imiennym raporcie miesięcznym albo w deklaracji rozliczeniowej. Nie będzie to zatem wymagać wypełniania żadnych dodatkowych nowych formularzy ani druków.

- Oprócz tego obniżona składka może być opłacana maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu kolejnych 60 miesięcy prowadzenia działalności.

- Nie zmieni się kolejność korzystania z ulg w opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne: najpierw "ulga na start", potem 24 miesiące preferencyjnych składek, a następnie Mały ZUS plus.

UWAGA: komunikaty publikowane są w serwisie PAP bez wprowadzania przez PAP SA jakichkolwiek zmian w ich treści, w formie dostarczonej przez nadawcę. Nadawca komunikatu ponosi odpowiedzialność za jego treść – z zastrzeżeniem postanowień art. 42 ust. 2 ustawy prawo prasowe.

]]

Planując zmiany w ZUS, dbamy o emerytów i samozatrudnionych. A co z resztą?

pt., 2019-10-18 09:22
&lt![CDATA[

Za nami kampania wyborcza, w trakcie której prawie każda partia chciała zmniejszać składki, a zwiększać świadczenia. Tak się niestety nie da i teraz przed zwycięskim ugrupowaniem stoi niewykonalne w zasadzie zadanie pogodzenia sprzecznych interesów różnych grup społecznych. Zanim jednak nowy rząd przymierzy się choćby do próby ich realizacji, warto podsumować to, co w ostatnich miesiącach się wydarzyło. Miniona kampania obfitowała bowiem w wiele ciekawych pomysłów na to, jak ulepszyć ubezpieczenia społeczne czy uczynić je bardziej przystępnymi dla obywateli.

Licytowanie się w obietnicach dotyczących płacenia na ZUS ośmieliło także partnerów społecznych – związki zawodowe oraz organizacje pracodawców – do podbicia stawki i przypomnienia propozycji od dawna już przez nich postulowanych.

Kampanię mamy już za sobą, a tym samym emocje z nią związane. Warto więc chłodnym okiem spojrzeć na najpopularniejsze ostatnio propozycje zmian w ubezpieczeniach społecznych, wynikające z programów wyborczych większości komitetów, zapowiedzi polityków różnych opcji, a także informacji medialnych niezdementowanych wyraźnie przez rządzących. Z naszej analizy wynika jasno, że gdyby wprowadzano wszystkie proponowane zmiany, i to bez względu na barwy polityczne, to niewątpliwie zyskaliby na nich głównie emeryci i samozatrudnieni, a więcej zazwyczaj zapłaciłyby osoby pracujące na etacie i umowach cywilnoprawnych oraz zatrudniający ich przedsiębiorcy.

Emeryci mogliby bowiem spodziewać się dodatkowych pieniędzy, a samozatrudnieni obniżenia składek. Zgoła inaczej rysuje się sytuacja przedsiębiorców zatrudniających np. zleceniobiorców. Oni bowiem musieliby liczyć się z tym, że umowy zlecenia, które były dotychczas nieoskładkowane, zostaną obciążone składkami. Z kolei firmy zatrudniające dobrze wynagradzanych specjalistów musiałyby także brać pod uwagę zwiększone koszty ich pracy, bo PiS nie rezygnuje całkowicie z pomysłu likwidacji limitu składek, choć zamiast o zupełnej likwidacji zaczyna się mówić o jego zwiększeniu. A to oznaczałoby z jednej strony mniejsze zarobki, z drugiej zaś w konsekwencji wyższe emerytury dla zatrudnionych.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁOŚĆ PRZECZYTASZ W "TYGODNIKU GAZETY PRAWNEJ" >>>>>

]]

Projekt małego ZUS-u dla firm liczonego od dochodu trafił do konsultacji

czw., 2019-10-17 20:27
&lt![CDATA[

Projekt zmian w obecnie obowiązujących przepisach dotyczących małego ZUS-u, został przygotowany przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. To tzw. Mały ZUS plus.

Przed wyborami parlamentarnymi prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jeśli jego ugrupowanie wygra wybory, podczas pierwszych 100 dni nowej kadencji zostaną albo uchwalone ustawy, albo tam, gdzie problemów nie można regulować drogą ustawową – przyjęte odpowiednie programy rządowe. Dotyczy to m.in. zmian w zakresie "Małego ZUS-u" dla firm.

Wcześniej w wywiadzie dla PAP wiceminister przedsiębiorczości i technologii Marek Niedużak mówił, że z nowego rozwiązania będzie mogło skorzystać ponad 300 tysięcy mikrofirm, których przychód za poprzedni rok nie przekraczał 120 tys. zł, a miesięczny dochód – ok. 6 tys. zł.

W komunikacie prasowym dotyczącym małego ZUS-u plus Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii poinformowało, że szacowany koszt nowych regulacji dla finansów publicznych to ok. 1,3 mld zł rocznie i kwota ta pozostanie w kieszeniach przedsiębiorców.

Chęć korzystania z Małego ZUS-u plus będzie można zgłosić do końca stycznia, a nie, jak dotychczas, w ciągu 7 dni od 1 stycznia.

"Chcemy, by ustawa weszła w życie z początkiem przyszłego roku. Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po kilkaset złotych. Przykładowo, przedsiębiorca, którego miesięczny przychód w 2019 roku wynosił średnio 7 tys. zł, a dochód – 3 tys. zł, w przyszłym roku będzie płacił na ubezpieczenia społeczne 474 zł miesięcznie plus obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne" – powiedziała cytowana w komunikacie minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz.

Minister podkreśliła, że projekt ten jest realizacją jednego z punktów tzw. Pakietu dla Przedsiębiorców, który został przedstawiony w kampanii wyborczej i dodała, że nowe regulacje pozwolą najmniejszym przedsiębiorcom przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na inwestycje, rozwój swoich firm czy konsumpcję.

"Wzrośnie też ich dochód rozporządzalny. To wszystko pozytywnie wpłynie na popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, a także aktywność zawodową w naszym kraju" - informuje Emilewicz.

Z kolei wiceminister przedsiębiorczości i technologii Marek Niedużak wskazuje w komunikacie, że propozycja przygotowana w resorcie przedsiębiorczości i technologii istotnie ulży najdrobniejszym przedsiębiorcom.

"Spodziewamy się wzrostu przeżywalności najmniejszych firm, dla których moment przechodzenia na pełną składkę dotychczas był krytyczny. Nasz projekt utrzymuje mechanizmy, które pozwalają korzystającym z ulgi wypracować staż wymagany do emerytury. Przedsiębiorcy muszą jednak pamiętać o tym, że opłacanie niższych składek przełoży się w przyszłości na niższe emerytury czy renty" - dodaje Niedużak.

Obecnie obowiązuje tzw. Mały ZUS. Mogą z niego korzystać przedsiębiorcy, których średniomiesięczny przychód w 2018 roku nie przekraczał 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia, czyli 63 tys. zł rocznie. W ich przypadku składki na ubezpieczenia społeczne naliczane są proporcjonalnie do przychodu. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że od początku obowiązywania ustawy chęć skorzystania z nowej ulgi zgłosiło ponad 186 tys. osób.

Według resortu Przedsiębiorczości i Technologii, przedstawiciele przedsiębiorców sugerowali jednak poszerzenie grupy beneficjentów tego rozwiązania. Zgłaszali też postulat powiązania wysokości składek z dochodem, który lepiej niż przychód odzwierciedla faktyczną sytuację finansową przedsiębiorcy. Mały ZUS plus obniży składki tym, którzy już obecnie korzystają z Małego ZUS-u, a także poszerzy grono przedsiębiorców, którzy będą mogli płacić niższe składki.

]]

Gowin o zniesieniu trzydziestokrotności: Nie przyłożymy do tego ręki. Temat zostanie zdjęty z agendy

czw., 2019-10-17 13:09
&lt![CDATA[

– Są pewne kwestie programowe, na których nam zależy i są pewne korekty programowe, które naszym zdaniem powinny zostać wprowadzone. Wczoraj potwierdziłem obu moim rozmówcom, że Porozumienie nie zagłosuje za likwidacją 30-krotności i myślę, że ten temat zostanie zdjęty z agendy – powiedział Jarosław Gowin w programie "Tłit" WP.

Zmiany w opłacaniu składek ZUS przez najlepiej zarabiających miały wejść w życie od 1 stycznia 2020. Deklaracja Jarosława Gowina może te plany pokrzyżować, choć - jak przyznaje sam wicepremier - w nowym Sejmie możliwe jest przegłosowanie tego pomysłu.

– Teoretycznie oczywiście PiS, Solidarna Polska mogą przegłosować takie rozwiązanie np. z lewicą, bo likwidacja 30-krotności to uderzenie w najwyżej wykwalifikowanych specjalistów, informatyków, mechatroników, naukowców, wynalazców, itd. Czyli w tę najbardziej kreatywną część społeczeństwa. Do takiego uderzenia Porozumienie nie przyłoży ręki i miałem wrażenie, że moi rozmówcy przyjmują to ze zrozumieniem – mówił dziś Jarosław Gowin.

Zniesienie trzydziestokrotności oznacza, że pracownik, który zarobi w ciągu roku więcej niż 30-krotność przeciętnego, prognozowanego wynagrodzenia w gospodarce, przestaje płacić składki na ZUS. Pracodawca również przestaje odprowadzać wtedy swoją część składek.

Przypomnijmy, że dochody ze zniesienia trzydziestokrotności zostały ujęte w projekcie przyszłorocznego budżetu, który miał być budżetem bez deficytu. W projekcie przyjętym wstępnie pod koniec sierpnia planowano dochody i wydatki w wysokości 429,5 mld zł.

Zniesienie trzydziestokrotności miało, według prognozy rządu, wnieść do budżetu dodatkowe 5,1 mld zł netto.

]]

Inflacja nasze 500 plus przerobi na 400 plusik. Takiego tempa wzrostu cen nie mieliśmy od dekady

czw., 2019-10-17 09:31
&lt![CDATA[

W najbliższych czterech latach średnioroczna inflacja w Polsce będzie przekraczać 3 proc. – wynika z najnowszych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dopiero w 2024 r. inflacja spadnie poniżej tego poziomu i wyniesie 2,8 proc. Z miesiąca na miesiąc nie oznacza to dotkliwych podwyżek cen. W sumie jednak będzie skutkowało wzrostem ich poziomu – w porównaniu z 2018 r. – o jedną piątą. Mówiąc obrazowo – koszyk towarów i usług, który w ub.r. był wart 500 zł, za pięć lat będzie kosztować już 600 zł. Wzrost płac powinien z nadwyżką skompensować inflację. Inaczej będzie w przypadku świadczeń takich, jak 500 plus, które nie są w żaden sposób powiązane ze wzrostem cen.

– Ekonomiści od zawsze zwracają uwagę, że mechanizmy indeksacyjne zdefiniowane prawem są niebezpieczne – tworzą dużą sztywność wydatków dla budżetu. Więc dobrze, że program 500 plus nie jest w taki sposób waloryzowany. Inna sprawa, że jeśli warunki gospodarcze na to pozwolą, to po jakimś okresie wzrostu cen świadczenie będzie można zwaloryzować – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Wskazuje, że na razie ubytek realnej wartości świadczenia jest znikomy, zwłaszcza że program rozszerzono niedawno na wszystkie dzieci – również jedynaków i pierworodnych. – Gospodarstwa domowe nie są poszkodowane, natomiast finanse publiczne są w jakimś stopniu zabezpieczone na wypadek pogorszenia koniunktury – zaznacza Bujak.

Nie wszyscy patrzą jednak równie optymistycznie. – Spodziewam się, że przyszły rok, zwłaszcza kampania przed wyborami prezydenckimi, będzie okresem, kiedy zaczną się przebijać mocniej oczekiwania dotyczące waloryzacji transferów społecznych. Nawet jeśli wtedy te oczekiwania nie zostaną zrealizowane, to zapewne stanie się tak w 2021 r. – uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

MFW nie wyjaśnia powodów podwyżki prognozy inflacji dla Polski. W światowej gospodarce spodziewa się raczej utrzymania powolnego tempa wzrostu cen. Specjaliści, z którymi rozmawiał DGP, wskazują dwie możliwości: pierwsza to uwzględnienie efektów podwyżek cen energii i żywności, druga – konsekwencje wzrostu płac.

– Jeśli przyjąć założenia, że nie będzie żadnego szoku o charakterze podażowym, nie ma żadnego wpływu cen energii albo wzrost rozkłada się na kilka lat – to modele szybko sprowadzają inflację do celu banku centralnego. Ale jeśli przyjąć mniej optymistyczne założenia dotyczące cen energii, uwzględnić tzw. efekty drugiej rundy, które będą się przekładały na inflację bazową, to nie należy się spodziewać szybkiego spadku inflacji – mówi Janusz Jankowiak.

Cel NBP to inflacja na poziomie 2,5 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami w górę i w dół o 1 pkt proc. We wrześniu ceny płacone przez konsumentów były o 2,6 proc. wyższe niż rok wcześniej. To najniższy wskaźnik od trzech miesięcy. Ale główny wskaźnik inflacji bazowej (nieuwzględniającej zmian cen żywności i energii, które zależą nie tyle od działania popytu, ile od podaży – np. pogody czy tego, na jaki poziom wydobycia zdecydują się producenci ropy) był najwyższy od niemal 7,5 roku.

– Podejrzewam, że wyższa prognoza inflacji to efekt zapowiadanych podwyżek płacy minimalnej. To podbije ogólny wzrost płac i jednostkowych kosztów pracy, a w konsekwencji przełoży się na inflację bazową i ogólną dynamikę cen. Ale zwracam uwagę na to, że równocześnie fundusz utrzymał prognozę wzrostu gospodarczego dla Polski. W efekcie nie ma niczego, co ciągnęłoby prognozy inflacji w dół – zaznacza Piotr Bujak.

Większość analityków spodziewa się, że po wzroście inflacji w tym roku i na początku następnego zacznie ona hamować. „W 2020 r. prawdopodobieństwo inflacji powyżej celu inflacyjnego jest trzy razy wyższe niż prawdopodobieństwo inflacji poniżej celu, zaś w 2021 r. prawdopodobieństwa te są dość wyrównane” – napisał NBP w poniedziałkowym podsumowaniu prognoz 25 ośrodków analitycznych.

]]

Pracodawcy kopią dołki. Sami pod sobą. Kłótnie o przewodniczącego RDS to nie wszystko

czw., 2019-10-17 09:20
&lt![CDATA[

Na dzisiejszym posiedzeniu prezydium Rady Dialogu Społecznego ma być przeprowadzona dyskusja nad wyborem nowego przewodniczącego RDS. Ma go wskazać strona pracodawców, w skład której wchodzi pięć organizacji. Cztery z nich (Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Business Centre Club, Związek Rzemiosła Polskiego) już wcześniej porozumiały się, że nowym przewodniczącym ma być Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Piąta – Związek Przedsiębiorców i Pracodawców – nie zgodziła się na to i wystąpiła do Prezydenta RP (formalnego patrona RDS) o interpretację procedury wyboru nowego szefa (czy strona go wskazująca musi to zrobić jednomyślnie, czy też wystarczy poparcie większości organizacji).

– Naszym zdaniem nowy przewodniczący powinien zostać wyłoniony w formie konsensusu wszystkich organizacji reprezentujących stronę pracodawców. Określając formułę wyłonienia rotacyjnego szefa Rady, ustawodawca nie odwołał się do procedury głosowania określonej w innych przepisach ustawy o RDS – podkreśla Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

ZPP obawia się, że pozostałe cztery organizacje nie zaczekają na interpretację Prezydenta RP i już na dzisiejszym posiedzeniu będą chciały doprowadzić do powołania Andrzeja Malinowskiego na nowego przewodniczącego Rady. Wiele wskazuje na to, że te obawy są uzasadnione.

Na ostro

W odpowiedzi na pytanie DGP Pracodawcy RP podkreślili, że ustalenia w omawianej sprawie trwają od kilku miesięcy, a Dorota Gardias, obecna przewodnicząca Rady, wysłała już do Prezydenta RP pismo, w którym poinformowała, że cztery organizacje pracodawców wskazały na przewodniczącego Andrzeja Malinowskiego. Nie widzą przeszkód prawnych w wyłonieniu szefa RDS.

– Z ustawy nie wynika, że decyzja o wskazaniu przewodniczącego ma być jednomyślna, więc może być ona podjęta. Dysponujemy opinią prawną w tej kwestii – tłumaczy Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP, członek RDS.

Z kolei Konfederacja Lewiatan podkreśliła, że poparła kandydaturę Andrzeja Malinowskiego na przewodniczącego Rady i stanowisko to podtrzymuje.

W tej sytuacji – ze względu na pełnioną funkcję – istotną rolę może odegrać Dorota Gardias. To ona przewodniczy obecnie pracom Rady i jej prezydium (z ramienia związków zawodowych jako przewodnicząca Forum Związków Zawodowych, FZZ).

– Obecny spór pracodawców ma precedensowy charakter. Dopóki nie uzyskamy odpowiedzi Prezydenta RP, dopóty nie będziemy podejmować decyzji o przejęciu przewodniczenia w Radzie. Dziś ma się w tej sprawie odbyć jedynie dyskusja – zapewnia Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji FZZ.

Z wyborem przewodniczącego powiązana jest też kwestia lustracji członków RDS. Najpierw ZPP i NSZZ „Solidarność”, a następnie sama Rada wystąpiły do Prezydenta RP z prośbą o interpretację przepisów i potwierdzenie, czy osoby te mają składać oświadczenia lustracyjne. W odpowiedzi na pytanie DGP Kancelaria Prezydenta wskazała, że rozpatrzy tę sprawę do końca października. Na początku tego roku media informowały, że Andrzej Malinowski współpracował ze służbami PRL. Prezydent Pracodawców RP oficjalnie zaprzeczył tym doniesieniom.

Nie można też zapominać o specyficznym okresie, w którym ma być podjęta decyzja o wyłonieniu nowego przewodniczącego Rady. Po wyborach parlamentarnych może dojść do zmiany w składzie RDS z ramienia rządu. Przedstawiciele strony rządowej nie mają wpływu na to, kogo wskażą pracodawcy, ale w praktyce każdej ze stron reprezentowanych w Radzie powinno zależeć na prawidłowym jej działaniu (bez żadnych wątpliwości prawnych).

(Nie)solidarni

Spory pracodawców potęgują jeszcze inne sprawy. W czerwcu tego roku cztery wspomniane wcześniej organizacje złożyły donos na piątą (ZPP) do Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Zarzuciły związkowi nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizacji.

– Na razie skończyło się na tym, że sprawozdanie finansowe ZPP za 2017 r. nie przeszło przez system komputerowy Krajowego Rejestru Sądowego, choć je składaliśmy. Do urzędu skarbowego trafiło całkowicie poprawnie – tłumaczy Cezary Kaźmierczak.

Jego zdaniem chodziło o wywołanie złej atmosfery wokół ZPP. – Nasi członkowie mieli się przestraszyć, że Związkiem zajmuje się prokuratura, i rezygnować z członkostwa – dodaje szef ZPP.

Jego zdaniem takie metody są całkowicie nieakceptowane.

Donos do prokuratura generalnego na inną organizację, która reprezentuje tę samą stronę dialogu społecznego, rzeczywiście trudno uznać za przejaw sektorowej solidarności. Na pewno nie ułatwia to współpracy w ramach RDS i prowokuje kolejne linie sporu. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postuluje np., aby przepisy przewidywały audyt reprezentatywności organizacji. Aby były reprezentowane w RDS, muszą m.in. zrzeszać pracodawców, którzy łącznie zatrudniają co najmniej 300 tys. osób wykonujących pracę zarobkową i działają w różnych branżach. Zdaniem ZPP nowym, miarodajnym kryterium mogłyby być środki pozyskiwane ze składek członkowskich. Spełnianie tych wymogów miałby weryfikować zewnętrzny audytor.

Nie wszystkim organizacjom taki postulat się spodoba. Nie ulega też wątpliwości, że te wszystkie spory, donosy, próby zaszkodzenia sobie nawzajem źle wpływają nie tylko na opinię o pracodawcach jako strony dialogu społecznego (ta już jest coraz gorsza), ale też na prestiż samej RDS. Miała być forum wymiany poglądów i konsensusu w sprawach istotnych społecznie. Porozumień w tych kwestiach jest coraz mniej, za to przybywa wewnętrznych animozji i przepychanek. Nie wróży to dobrze przyszłości Rady.

]]

ZUS: Osoby niesamodzielne ubiegające się o 500 plus nie muszą poświadczać oryginalności dokumentacji

śr., 2019-10-16 18:54
&lt![CDATA[

Rzecznik ZUS odniósł się w ten sposób do informacji Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ), które podało w środę, że ZUS nagminnie odsyła osoby niesamodzielne ubiegające się o przyznanie świadczenia 500 plus do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Mają oni poświadczać, że kopie dokumentacji są zgodne z oryginałem. Andrusiewicz zaznaczył, że jeśli doszło do takich sytuacji, to wynikały one z błędu pracownika ZUS i należy za to jedynie przeprosić. Dodał też, że pracownicy ZUS sami są w stanie pozyskać oryginalne dokumenty.

"To nie jest problem ogólnopolski. Jeśli zdarzył się taki przypadek lub przypadki dotyczące poświadczenia za zgodą z oryginałem, to był błąd. Można jedynie za to przeprosić. Do tego nie powinno dojść. Nasz klient nie musi przynosić oryginalnej dokumentacji, ponieważ jesteśmy w stanie ją sobie pozyskać. Nie słyszałem o podobnych przypadkach w innych województwach poza Poznaniem" – oświadczył rzecznik.

PPOZ poinformowało w środę, że wystosowało pismo do dyrektor poznańskiego oddziału ZUS Dobrochny Bubnowskiej. W piśmie zwróciło uwagę, że kwestie udostępniania dokumentacji medycznej kompleksowo reguluje ustawa o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta. Z jej przepisów jasno wynika, że dokumentacja medyczna może być udostępniana poprzez wydanie wyciągu (skrótowy dokument zawierający wybrane informacje lub dane z całości dokumentacji medycznej), odpisu (dokument wytworzony przez przepisanie tekstu z oryginału dokumentacji medycznej z wiernym zachowaniem zgodności co do treści z oryginałem), kopii (dokument wytworzony przez odwzorowanie oryginału dokumentacji medycznej, w formie kserokopii albo odwzorowania cyfrowego – skanu) lub wydruku.

"Ani powyższe przepisy, ani żadne inne nie uprawniają do żądania od lekarza potwierdzania dokumentacji medycznej za zgodność z oryginałem. Gdyby nawet jednak lekarz potwierdził kopię dokumentacji medycznej za zgodność z oryginałem, pomimo że nie jest do tego zobowiązany, to dokumentacja taka nie zmieniłaby swojego charakteru i nadal pozostałaby kopią. W sytuacji takiej lekarz wykonałby dodatkowa pracę, za którą musiałby pobrać odrębną opłatę od podmiotu składającego wniosek w tym zakresie. Niezależnie jednak od tego organ rentowy nadal posiadałby kopię dokumentacji. Dopiero potwierdzenie dokumentacji za zgodność z oryginałem przez notariusza spowodowałoby, że taka kopia byłaby traktowana na prawach oryginału" – wyjaśnia prezes PPOZ Bożena Janicka.

Dodała, że w związku z wejściem w życie z dniem 1 października ustawy o świadczeniu uzupełniającym dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji placówki podstawowej opieki zdrowotnej zasypywane są wnioskami o wystawienie zaświadczeń o stanie zdrowia, potrzebnych dla celów wypłaty świadczeń ubezpieczenia zdrowotnego w ZUS-ie lub KRUS-ie. Do wniosków zwykle należy także dołączyć dokumentację medyczną lub jej część oraz inne dokumenty, np. o leczeniu, rehabilitacji, itd.

"Niestety, wielu pacjentów po otrzymaniu kopii wymaganych dokumentów odsyłanych jest przez ZUS do placówek podstawowej opieki zdrowotnej, aby otrzymać potwierdzenie za zgodność z oryginałem" – zaznaczyła Janicka.

]]

Marczuk: 2296 umów dużych firmy z instytucjami finansowymi na PPK

śr., 2019-10-16 14:32
&lt![CDATA[

Marczuk zaznaczył, że jest to "już prawie 60 proc. firm z 1. fali". "Tempo podpisywania w ostatnich dniach szybkie" - ocenił wiceszef PFR.

Pod koniec września Marczuk mówił dziennikarzom, że umowy takie podpisało 1320 firm.

PPK to dobrowolny i powszechny system długoterminowego oszczędzania, który ma być tworzony wspólnie przez pracowników, pracodawców oraz państwo. Od 1 lipca tego roku jako pierwsi do systemu wchodzą największe przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 250 osób. Potem, co pół roku - do stycznia 2021 r. - system będzie wprowadzany w coraz mniejszych firmach. Polski Fundusz Rozwoju, który jest odpowiedzialny za uruchomienie i wdrożenie PPK zakłada, że systemem docelowo zostanie objętych nawet 7-8 mln osób.

Do PPK zostaną automatycznie zapisani pracownicy w wieku od 18 do 55 lat. Pozostali, którzy przekroczyli 55. rok życia, mogą przystąpić do PPK na własny wniosek. Wszyscy mają prawo w dowolnym momencie zrezygnować z udziału w PPK, a także w dowolnym momencie do nich przystąpić.

Tzw. podstawowe wpłaty do PPK, finansowane przez pracowników i pracodawców, wyniosą: 2 proc. wynagrodzenia brutto, które zapłaci pracownik (przy czym osoby zarabiające mniej niż 120 proc. minimalnego wynagrodzenia mogą wnioskować o obniżenie składki do 0,5 proc.); 1,5 proc. wynagrodzenia brutto pracownika, które ma wpłacać pracodawca.

Dopłata z państwowego Funduszu Pracy wyniesie 20 zł miesięcznie, co w skali roku daje 240 zł. Dodatkowo, w pierwszym roku pracownicy otrzymają także tzw. wpłatę powitalną w wysokości 250 zł.

]]

PPK, płaca minimalna oraz składki ZUS, czyli koszty pracy po wyborach

śr., 2019-10-16 13:48
&lt![CDATA[

– Jeśli obietnice polityków się ziszczą, ogromnym wyzwaniem w każdej firmie będzie podniesienie efektywności pracy. Wszystko dlatego, że bardzo rosną koszty pracy związane z 30-krotnością składek ZUS osób lepiej zarabiających, ale też związane z podniesieniem płacy minimalnej, wdrożeniem PPK, utrzymującą się presją płacową – mówi Katarzyna Lorenc, ekspertka BCC ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy.

Płaca minimalna powinna być pochodną wydajności pracy. Skoro rośnie o 30 proc., wydajność powinna więc – w założeniu – wzrosnąć aż o 30 proc. Nie da się jednak aż tak podnieść efektywności rok do roku. – W dobrych latach mieliśmy jej wzrosty o kilka procent, ale w 2016 roku i po nim (pełnych danych jeszcze nie ma), z powodu niewielkich inwestycji, wzrost efektywności pracy był albo ujemny, albo bardzo mały. Wzrost o 30 proc. jest czymś absolutnie niemożliwym – podkreśla Katarzyna Lorenc. Jak twierdzi jednak, trzeba będzie zrobić wszystko, aby się do tego poziomu zbliżyć, bo inaczej może to skutkować drastycznymi podwyżkami cen i narażać na ryzyko utraty kontraktów, a w konsekwencji klientów.

Zdaniem ekspertki BCC, wymagania finansowe zmienią oczekiwania wobec HR-owców. Wyrwą one specjalistów HR z myślenia o potrzebie pozyskiwania pracowników na rzecz twardego myślenia o efektywności pracy, która pozwoli bądź nie utrzymać rentowność firm. – Będzie rosnąć odpowiedzialność ekonomiczna działów HR za wyniki firmy, jak nigdy dotąd, bo – trzeba podkreślić – nigdy nie mieliśmy tak dynamicznego wzrostu kosztów pracy – zauważa Katarzyna Lorenc.

Emil Muciński rzecznik, Instytut Interwencji Gospodarczych BCC

]]

Nawet 4,5 tys. zł wynagrodzenia dla rodziców zastępczych, ale chętnych do pracy - brak

śr., 2019-10-16 09:36
&lt![CDATA[

Coraz więcej powiatów korzysta z możliwości podnoszenia pensji dla rodzin zastępczych zawodowych oraz rodzinnych domów dziecka. Wychodzą z założenia, że kwoty wynagrodzeń wynikające z przepisów są zbyt niskie i niewspółmierne do odgrywanej przez opiekunów roli.

Podwyższona pensja ma też być formą zachęty dla potencjalnych kandydatów, którzy mogliby zająć się dziećmi niemającymi zapewnionej odpowiedniej opieki w domu rodzinnym. Wprawdzie liczba rodzin zastępczych zawodowych i rodzinnych domów dziecka systematycznie rośnie (w 2018 r. o 2 proc. i 8 proc.), jednak wciąż jest ich zbyt mało w stosunku do potrzeb.

Godna płaca i praca

Wynagrodzenie należne rodzinie zastępczej zawodowej i osobie prowadzącej rodzinny dom dziecka wynosi nie mniej niż 2000 zł miesięcznie, a gdy rodzina jest jednocześnie pogotowiem rodzinnym (co oznacza, że dzieci trafiają do niej na krótki czas), powinno wynosić minimum 2600 zł. Jeśli samorząd chce płacić im więcej, zgodnie z art. 91 ustawy z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 998 ze zm.), konieczne jest podjęcie uchwały przez radę powiatu.

W praktyce rozpiętość kwot oferowanych rodzicom przez poszczególne powiaty jest duża. Wpływ na to ma zasobność ich budżetów. I tak np. w powiecie kępińskim podniesiona pensja dla rodziców zawodowych i rodzinnych domów wynosi 2200 zł, a dla pogotowia opiekuńczego 2800 zł, w powiecie działdowskim jest to odpowiednio 2300 zł i 2900 zł. Radni samorządu nowotomyskiego postanowili natomiast, że pensja we wszystkich typach rodzin będzie wynosić 3000 zł.

Są jednak i takie jednostki, które wypłacają wynagrodzenia zdecydowanie wyższe. Wśród nich jest powiat brzeski, gdzie pensja w rodzinie zastępczej to 3400 zł, a w rodzinnym domu dziecka 4000 zł. W powiecie płońskim jest to 4500 zł dla każdego rodzaju pieczy rodzinnej.

– Taka stawka wynagrodzenia obowiązuje od września br. Cieszymy się, że udało nam się przekonać radnych do tej podwyżki, bo dzięki temu rodziny zastępcze mają świadomość, że ich codzienna praca jest doceniana i adekwatnie wynagradzana. Poza tym mają poczucie większej stabilizacji w sprawowanej funkcji – mówi Agnieszka Piekarz, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) w Płońsku.

Dodaje, że samorząd liczy również na to, że zmiana pensji zwiększy zainteresowanie zostania opiekunem i przyczyni się do tworzenia nowych rodzin zastępczych.

Poza powiatami, które ustanowiły sztywne kwoty płac, są i takie, które postanowiły związać ich wysokość z najniższą pensją. Należą do nich m.in. Łańcut, Kolno i Nysa. – Rozwiązanie to gwarantuje opiekunom zastępczym stały wzrost wynagrodzeń co roku. Stosujemy je od 2018 r. – podkreśla Anna Januszewska-Zenowicz, dyrektor PCPR w Nysie.

Liczy się doświadczenie

W niektórych samorządach uzyskiwanie wyższego wynagrodzenia przez rodzica zastępczego zostało uzależnione od liczby dzieci pod jego opieką. Tak się stało w Krakowie, gdzie rodzina zawodowa w zależności od tego, czy zajmuje się dwójką, trójką czy czwórką i większą liczbą wychowanków, może otrzymywać 3100 zł, 3700 zł lub nawet 4300 zł. W przypadku rodzinnego domu dziecka są dwie maksymalne stawki: 4800 zł, gdy ma czworo lub pięcioro podopiecznych, oraz 4900 zł, jeśli jest ich od sześciorga do ośmiorga.

– Po podwyżkach zwiększyła się nam liczba rodzin zastępczych, choć nie jest to radykalny wzrost – wskazuje Agnieszka Pers, rzecznik MOPS w Krakowie.

Powiaty kłodzki, ostródzki i warszawski zachodni ustaliły wynagrodzenia opiekunów rosnące wraz z liczbą wychowanków. Ten ostatni dodatkowo wprowadził odrębne kwoty pensji dla rodzin zawodowych specjalistycznych, w których mogą być umieszczane dzieci niepełnosprawne (od 3070 zł przy jednym takim wychowanku do 3400 przy trójce i więcej).

Powiaty przy wyznaczaniu wysokości pensji biorą też pod uwagę czas pełnienia funkcji rodziny zastępczej. Im ten staż jest dłuższy, tym wyższe jest uposażenie. Taki mechanizm znalazł się w uchwale radnych powiatu ostrołęckiego czy kędzierzyńsko-kozielskiego.

– Jeśli rodzina zastępcza zawodowa działa przez rok lub dwa, to wynagrodzenie wynosi 2500 zł, a gdy pełni swoją funkcję dłużej, to wzrasta do 2700 zł. W przypadku rodzinnych domów dziecka pensja sięga 2848 zł za staż do czterech lat, a 3200 zł, jeśli przekracza pięć lat – tłumaczy Ewa Wiśniewska, kierownik działu pomocy rodzinie PCPR w Kędzierzynie-Koźlu.

Ewa Wiśniewska dodaje, że same rodziny zastępcze, z którymi treść uchwały była konsultowana, opowiedziały się za takim właśnie sposobem ich wynagradzania.

– W decyzjach podejmowanych przez samorządy szczególnie pozytywne jest to, że nie są to wcale symboliczne waloryzacje, ale realne podwyżki. I nie widzę nic złego w tym, że opiekunowie za dobre wykonywanie swoich obowiązków są wynagradzani na odpowiednim poziomie, a powiaty widzą w tym szansę na pozyskiwanie kandydatów – podkreśla Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.

Jednocześnie zwraca uwagę, że choć warunki finansowe są ważne, równie istotne dla utrzymywania dotychczasowych i zakładania nowych rodzin jest otoczenie ich dodatkowym wsparciem ze strony pracowników samorządu i specjalistów, chociażby gdy mają problemy z wychowankami. 

]]

Zaobrączkowani nie grzeszą. MS przekazało 1,5 mln zł na promocję małżeństwa

śr., 2019-10-16 09:33
&lt![CDATA[

O tym, że małżeństwo może posłużyć do walki z przemocą, świadczyć mają… sondaże. Kampania informacyjna „Małżeństwo. Droga naszego życia” powstała w oparciu o badania firmy Maison & Partners na zlecenie Fundacji Mamy i Taty. 61 proc. ankietowanych uważa, że godne zaufania są osoby prowadzące stabilne życie prywatne. Czyli te funkcjonujące w małżeństwie. Pojawia się konkluzja, że osoby nieczujące odpowiedzialności za kogoś bliskiego są częściej skłonne do popełniania przestępstw (48 proc. badanych).

Rozmówcy DGP przekonują, że pytania są postawione błędnie. – Przestępstwo z art. 207, czyli znęcanie się, jest zjawiskiem demokratycznym. Występuje zarówno w rodzinach zamożnych, jak i ubogich, o różnym poziomie wykształcenia, z problemami alkoholowymi, ale i bez nich. Tak w małżeństwach, jak i związkach nieformalnych – zauważa socjolożka dr Paulina Wiktorska z Instytutu Nauk Prawnych PAN. Jej zdaniem małżeństwo nie jest gwarantem tego, że przestępstw w rodzinie będzie mniej.

Świadczą też o tym twarde dane. Jeszcze w 2006 r. z powodu znęcania się wszczętych zostało niemal 40 tys. postępowań. Dekadę później było ich 26 tys. W tym samym czasie, według danych GUS, liczba zawieranych małżeństw zmalała z 22,6 tys. 19,3 tys.

Fundacja, która wygrała konkurs na prowadzenie kampanii, przekonuje, że teza w niej postawiona jest zasadna. – Z badań socjologicznych wynika, że w pełnych rodzinach jest mniej przestępczości – przekonuje Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty. To mają potwierdzać – jak podkreśla – analizy spraw sądowych. Wynika z nich, że przestępczość nieletnich pojawia się często u dzieci żyjących w rozbitych rodzinach. Zdaniem Grabowskiego zawarcie małżeństwa wiąże się z lepszą oceną stanu zdrowia i wyższym poczuciem bezpieczeństwa. – Badaliśmy pary bez ślubu i wyszło nam, że to, iż można łatwo odejść od partnera, zwiększa poczucie stresu i braku poczucia bezpieczeństwa – mówi Grabowski.

Kampania potrwa do grudnia. Składa się ze spotów i z konferencji naukowej. Fundacja otrzymała na nią 1,5 mln zł. – Wystartowaliśmy w konkursie organizowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości – mówi prezes Mamy i Taty. Dodaje, że to drugi projekt, który resort finansuje z Funduszu Sprawiedliwości w ramach profilaktyki przestępczości. Pierwszy nazywał się „Ratuj rodzinę” i miał zapobiegać rozwodom. Na ten cel fundacja otrzymała 700 tys. zł.

To już kolejna akcja promująca małżeństwa jako profilaktykę przestępczości. W zeszłym roku z funduszu dofinansowano Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich, które głosiło podobne tezy.

Zapytaliśmy, jak można dokonać oceny tego programu i sprawdzić jego skuteczność. Fundacja Mamy i Taty jedynie monitoruje, do ilu osób on dociera. Ale czy przekłada się na spadek przestępczości? Tego nie sposób ocenić, bo nie ma do tego narzędzi.

Fundusz Sprawiedliwości działa od 2012 r. W 2017 r. zostały zmienione zasady jego funkcjonowania. Pieniądze mogą otrzymywać nie tylko stowarzyszenia i fundacje, lecz także podmioty publiczne (sądy, prokuratury, policja). Fundusz może też finansować akcje związane z „przeciwdziałaniem przestępczości”, co budzi najwięcej kontrowersji. Uwagę na to zwróciła NIK w swoim raporcie w 2018 r. Izba podkreśliła, że resort sprawiedliwości nie zapewnia adekwatnej i skutecznej pomocy ofiarom przestępstw, bo z funduszu na rzeczywistą pomoc trafiają stosunkowo niewielkie sumy – z 385 mln zł, które wpłynęły w 2016 r., poszło na ten cel tylko 16 mln zł. Z doniesień medialnych wynikało, że pieniądze przeznaczane są m.in. na „modernizację zaplecza sportowo-rekreacyjnego” Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu, wsparcie dla fundacji związanej z ojcem Tadeuszem Rydzykiem Lux Veritatis i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, zakup sprzętu dla jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej czy też na ustawową działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Resort sprawiedliwości pytany przez DGP, czym się kieruje przy wydatkach, przekonuje, że fundusz te pieniądze przekazuje na „mądre i dobre cele”.

W tym roku na pokrzywdzonych z funduszu wydano 80 proc. budżetu. Czyli 89 mln zł. Jak informuje resort, pieniądze idą przede wszystkim na pomoc prawną i psychologiczną, ale też na wspieranie szpitali i strażaków, którzy ratują ofiary przestępstw. Do tych ostatnich został na przykład przekazany sprzęt ratowniczy o wartości ponad 100 mln zł.

Na co więc idzie pozostała kwota? Resort odpowiada, że na pomoc postpenitencjarną, udzielaną osobom wychodzącym z więzienia. Jej celem jest to, aby nie wrócili za kraty. Na akcje edukacyjne, wychowanie i bezpieczeństwo młodych ludzi. Ale też na wspieranie instytucji, których zadaniem jest przeciwdziałanie przestępczości (policja czy CBA).

]]

Ustawa dezubekizacyjna obejmie pracowników sanepidu

wt., 2019-10-15 11:36
&lt![CDATA[

Projekt, który w ostatnich dniach po raz kolejny został rozpatrzony przez Komisję Prawniczą, został skierowany do konsultacji ponad trzy lata temu (we wrześniu 2016 r.). Ponieważ dotyczy on również inspektorów podległych MSWiA oraz MON, wiele kwestii musiało zostać uzgodnionych z tymi resortami. Również na ostatnim posiedzeniu komisja wskazała m.in. na konieczność uzupełnienia projektu o prawa państwowych inspektorów sanitarnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, a także wojskowych inspektorów sanitarnych w związku z wykonywaniem zadań przez obie te inspekcje (co dotychczas uregulowane było w rozporządzeniach).

Projekt przewiduje zmianę struktury PIS na pionową i rozszerzenie uprawnień GIS. Od 2010 r. zespolono organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej szczebla powiatowego i wojewódzkiego, przez co – jak podkreślono w uzasadnieniu projektu – zarówno minister zdrowia, któremu podlega PIS, jak i GIS zostali pozbawieni realnych instrumentów oddziaływania na podległe im służby. Dotychczasowe doświadczenia doprowadziły do wniosku, że nie jest to optymalne rozwiązanie. Zgodnie z projektem główny inspektor będzie mógł wydawać polecenia organom PIS, do jego obowiązków będzie należało koordynowanie ich działalności. Przywrócone zostaną mu kompetencje do powoływania państwowych wojewódzkich inspektorów sanitarnych (za zgodą właściwego wojewody). Projekt zakłada także ustanowienie państwowego powiatowego inspektora sanitarnego organem zespolonej administracji rządowej w województwie. Inspektorów powiatowych będą powoływać inspektorzy wojewódzcy.

Zmiana struktury organizacyjnej PIS nie uzależnia możliwości wydania przez głównego inspektora podległym organom poleceń dotyczących podjęcia określonych czynności od informowania każdorazowo właściwego wojewody lub starosty. Informacje takie będą natomiast przekazywane w ramach zasady współdziałania organów.

W związku z tym uchylone zostaną przepisy, zgodnie z którymi wójt (burmistrz, prezydent miasta), rada powiatu albo sejmik województwa ma prawo występowania z wnioskami o podjęcie konkretnych działań służących bezpieczeństwu sanitarnemu przez właściwy organ PIS. Pozostawiony natomiast zostanie artykuł, na mocy którego władze samorządowe będą uzyskiwały regularne informacje o stanie bezpieczeństwa sanitarnego powiatu i województwa.

Nowela obejmuje też pracowników sanepidu zapisami dezubekizacyjnymi – określonych stanowisk w inspekcjach nie będą mogły zajmować osoby współpracujące z organami bezpieczeństwa PRL.

Autorzy projektu przekonują, że stanowi on odpowiedź na zgłaszane od dawna postulaty. Podkreślają również, że powrót do pionowej struktury poprawi sytuację płacową w PIS. Obecnie, w związku z tym, że terenowe inspekcje podlegają poszczególnym samorządom, sytuacja zatrudnionych tam osób jest zróżnicowana, problemem jest chociażby interpretacja przepisów ustawy z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1471 ze zm.). Warto w tym kontekście przypomnieć, że pod koniec września, na uroczystości z okazji setnej rocznicy istnienia służb sanitarnych, premier Mateusz Morawiecki zapowiedział podwyżki i premie. Na początku października główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas poinformował, że od 1 stycznia 2020 r. wszyscy pracownicy sanepidu otrzymają 500 zł brutto podwyżki i dodatkowo 1000 zł nagrody na stulecie. 

Etap legislacyjny

Projekt po rozpatrzeniu przez Komisję Prawniczą

]]

Oszuści znów się uaktywnili. ZUS ostrzega klientów przed e-mailami

wt., 2019-10-15 11:22
&lt![CDATA[

Rzecznik Prasowy ZUS Wojciech Andrusiewicz poinformował PAP, że po kilku miesiącach spokoju, oszuści podszywający się pod Zakład Ubezpieczeń Społecznych ponownie podjęli aktywność w internecie.

"W ostatnich dniach dość liczna grupa klientów Zakładu, w różnych częściach kraju otrzymała maile z informacją o pilnej konieczności spłaty zaległości składkowych. Część maili sugeruje ponowne wypełnienie formularza zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych ZUS ZUA, który jest załącznikiem do maila. Umieszczone w stopce korespondencji logotypy (ZUS i PUE – Platforma Usług Elektronicznych) sugerują, że nadawcą jest sam Zakład. Gdy jednak przyjrzymy się dokładnie adresowi nadawcy, nie powinniśmy mieć wątpliwości, że korespondencja elektroniczna nie pochodzi z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych" - alarmuje.

Obecnie oszuści posługują się dwoma adresami: składki@ubezpieczenia.pl i zus.@zua.pl. Żaden z adresów nie ma stosowanego przez Zakład rozwinięcia "zus.pl". ZUS nie stosuje w swoich adresach mailowych rozwinięcia "gov.pl", które pojawiało się podczas wcześniejszych prób oszustw.

Kontakt elektroniczny ze strony Zakładu możliwy jest jedynie w sytuacji, gdy klient posiada profil na Platformie Usług Elektronicznych i wyraził zgodę na taką formę kontaktu. ZUS ostrzega, by w żadnym przypadku nie odpowiadać na maile, które teoretycznie pochodzą z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ani nie otwierać zawartych w tej korespondencji załączników. Korespondencja tego typu ma bowiem najczęściej na celu zainfekowanie komputera lub uzyskanie dostępu do danych wrażliwych, które zapisane są w jego pamięci.

W przypadku wątpliwości co do nadawcy otrzymanej korespondencji, ZUS prosi o kontakt z najbliższą placówką Zakładu lub Centrum Obsługi Telefonicznej pod numerem: 22 560 16 00.

]]

Czy w PPK można zaoszczędzić więcej niż w banku?

pt., 2019-10-11 18:49
&lt![CDATA[

Odkładając w PPK do czasu ukończenia 60. roku życia można zgromadzić pokaźny kapitał, który może być nawet trzykrotnie wyższy niż trwające tyle samo czasu oszczędzanie w banku. Dzięki udziałowi pracodawcy i państwa zbiera się na rachunku PPK pracownika pokaźna kwota, która wraz ze świadczeniem z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zapewni mu godne życie na emeryturze.

Korzyści jakie pracownicy odniosą, jeśli zdecydują się na udział w Pracowniczych Planach Kapitałowych najlepiej prześledzić na przykładzie.

Zakładając, że zatrudniony rozpoczął oszczędzanie w wieku 30 lat, osiąga miesięczne wynagrodzenie w wysokości 4000 zł i co miesiąc odkłada 80 zł (2 proc. wynagrodzenia) to na bankowym koncie systematycznego oszczędzania z kapitalizacją 2,5 proc. do 60 roku życia odłoży - 42919 zł. Jeśli przeznaczy tę sama kwotę 80 zł miesięcznie na PPK - to jego oszczędności po ukończeniu 60 lat wyniosą 140764 zł, czyli ponad trzykrotnie więcej.

Jest to możliwe dzięki wpłatom pracodawcy i dopłatom państwa, ale też niskim kosztom za zarządzanie PPK, które maksymalnie mogą wynieść 0,6% aktywów netto. To ma być zatem wyjątkowo tanie oszczędzanie.

Pracownik 50 plus w PPK

Pracownik mający 50 lat może pomyśleć, że w jego wieku nie ma już sensu oszczędzać w PPK. Nic bardziej mylnego. Jeśli wynagrodzenie takiego uczestnika wynosi 4000 zł to przez 10 lat może on zaoszczędzić 25881 zł. Składki pracownika - to w sumie 10904 zł i tyle można by było zgromadzić przy samodzielnym oszczędzaniu, 8178 zł pochodzi od pracodawcy i 2650 zł od państwa. Liczby w tym wypadku mówią same za siebie.

Również osoby o niższych przychodach, nieco powyżej płacy minimalnej, zarabiające np. ok 3 tysiące zł mogą sporo zyskać na PPK, a wręcz najwięcej wśród wszystkich oszczędzających. Wynika to z planowanej w 2020 r. podwyżki najniższego wynagrodzenia do 2600 zł. Zgodnie z zasadami PPK osoby, które zarabiają nie więcej niż 120 proc. płacy minimalnej (nie więcej niż 3120 brutto) mogą wpłacać na swoje konto w PPK tylko 0,5 proc. wynagrodzenia, co przy wynagrodzeniu 3120 zł wynosi 15 zł 60 gr co miesiąc. Pracodawca dopłaci im do tego nie mniej niż 46,8 zł, a państwo 20 zł. W sumie więc przy wpłacie nieco ponad 15 zł, na swoje konto w PPK dostaną od pracodawcy i państwa blisko 70 zł, czyli przeszło cztery razy więcej.

PPK jako program długoterminowego oszczędzania nie determinuje, w jakich ratach należy wypłacać pieniądze.

Przewiduje natomiast trzy scenariusze wypłat

1. Oszczędzanie do 60 roku życia

Po 60 urodzinach pracownik wypłaca 25 proc. zgromadzonych środków a pozostałe wypłaca w 120 miesięcznych ratach przez kolejnych 10 lat.

Wówczas jego oszczędności są zwolnione z podatku od zysków kapitałowych.

Wypłata w mniejszej liczbie rat – w tym wypłata całej kwoty jednorazowo (czyli w 1 racie) – będzie się wiązać z koniecznością zapłaty 19% podatku od zysków kapitałowych.

2. Wcześniejsza wypłata środków z PPK w przypadku choroby lub na wkład własny w sytuacji zaciągnięcia kredytu hipotecznego

Pracownik może wypłacić bezzwrotnie do 25 proc. oszczędności z przeznaczeniem na leczenie siebie, współmałżonka lub dziecka.

Ma też prawo do wypłaty nawet całości środków na pokrycie wkładu własnego w sytuacji zaciągnięcia kredytu na zakup mieszkania lub domu, z obowiązkiem zwrotu w ciągu 15 lat.

Oba te rodzaje wypłat są nieopodatkowane.

3. Wypłata z PPK przed 60 rokiem życia

Uczestnik PPK ma możliwość wypłaty środków zgromadzonych w PPK, w dowolnie wybranym momencie. Jednak trzeba się wówczas liczyć z następującymi potraceniami:

- 30% wpłat pracodawcy trafi do ZUS na poczet składki emerytalnej uczestnika PPK;

- utratą całości dopłat państwa;

- obowiązkiem zapłaty podatku od zysków kapitałowych.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

UWAGA: Za materiał opublikowany przez Centrum Prasowe PAP odpowiedzialność ponosi jego nadawca, wskazany każdorazowo jako „źródło informacji”. (Centrum Prasowe)

]]

ZUS będzie niższy, ale ryczałt pozostanie

pt., 2019-10-11 09:11
&lt![CDATA[

Partia rządząca ogłosiła, że prowadzący działalność gospodarczą, którego miesięczny dochód nie przekroczy 6000 zł, a przychód 10 000 zł, zapłaci mniejsze składki, średnio o 500 zł. Premier Mateusz Morawiecki, który przedstawił tę propozycję w trakcie konwencji PiS przed kilkoma tygodniami, nie podał jej szczegółów ani wtedy, ani później. O więcej konkretów postanowiliśmy zapytać więc resort, w którego obszarze zainteresowań leżałaby taka zmiana.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, bo o nim mowa, poinformowało DGP, że rządowa propozycja bazuje na rozwiązaniach przyjętych dotychczas dla małej działalności gospodarczej (patrz stanowisko MPiT). Chodzi tu o rozwiązanie wprowadzone w tym roku, które pozwala najmniejszym przedsiębiorcom, tj. osiągającym roczny przychód nie wyższy niż 30-krotność minimalnego wynagrodzenia, płacić niższe składki (mały ZUS). Proponowany system rozszerzałby grupę beneficjentów takiej ulgi poprzez podniesienie progu przychodu do 120 000 zł rocznie.

„Nasze rozwiązanie, planowane na kolejną kadencję, ma szereg zalet. Przede wszystkim powiązanie wysokości ponoszonych obciążeń z rzeczywistymi w danych warunkach rynkowych, możliwościami finansowymi przedsiębiorcy” – reklamuje rządową propozycję MPiT.

Ale czy zapowiadane zmiany rozwiążą jeden z podstawowych problemów osób prowadzących działalność, jakim jest konieczność opłacania składek w równej, z góry określonej wysokości, niezależnie od tego, czy i jaki dochód osiągnęli w danym miesiącu? Przedsiębiorcy – oczywiście ci mniej zarabiający − chcieliby płacić składki od tego, ile faktycznie zarobili, i to byłby dla nich prawdziwy bonus od rządu. Obywatele prowadzący działalność gospodarczą z małymi dochodami chcą po prostu uzależnienia wysokości składki od tego, ile na bieżąco one wynoszą. Postulat ten przewija się w licznych wypowiedziach organizacji przedsiębiorców (m.in. Federacji Przedsiębiorców Polskich, bo nie wszystkie są tu zgodne). Dziś bowiem wysokość składek do ZUS ma się nijak do poziomu dochodów przedsiębiorcy, które z miesiąca na miesiąc potrafią się bardzo zmieniać.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁOŚĆ PRZECZYTASZ W "TYGODNIKU GAZETY PRAWNEJ" >>>>>

]]

Zapotoczny: Więcej pracowników zostaje w PPK, niż się z nich wypisuje

czw., 2019-10-10 14:25
&lt![CDATA[

Jak mówił Robert Zapotoczny pierwsze liczby wyglądają obiecująco: do PPK przystąpiło już 1800 z 4000 podmiotów, które są do tego zobowiązane w pierwszej transzy. Z pierwszych szacunków wynika, że większość pracowników pozostaje w PPK.

Coraz przychylniej na PPK patrzy także biznes. – Pracodawcy odbierają je jako niewielki wzrost kosztów prowadzonej działalności, który może stać się dodatkowym benefitem, zatrzymującym pracowników w firmie – mówił Robert Zapotoczny, prezes PFR Portal PPK

]]